Biały, lekko przekrzywiony, z popękanym progiem, starymi oknami i drzwiami, które wyglądały, jakby nie otwierano ich od lat. Przy domu rosła grusza. Za nią stała drewniana stodoła, a dalej ciągnął się sad: jabłonie, śliwy, kilka krzaków porzeczki.
Włożyłam klucz do zamka.
Nie przekręcił się od razu.
Zaskrzypiał.
Zastękał.
A potem drzwi puściły.
W środku pachniało kurzem, drewnem i zimną gliną. Na podłodze leżały suche liście, które wiatr naniósł przez szpary. W kącie stała stara skrzynia. Na ścianie wisiała pusta, ale mocna półka.
Paweł rozejrzał się.
— Dużo pracy.
Przesunęłam dłonią po futrynie.
— Wiem.
— Nie boisz się?
Spojrzałam na izbę.
I nagle zobaczyłam nie kurz.
Zobaczyłam światło.
Półki z serwetami.
Stół, na którym leżą nici.
Kobiety siedzące razem nad haftem.
Dziewczyny uczące się starych wzorów.
Czajnik na małej kuchence.
I stare Pismo Święte na półce przy oknie.
— Boję się — powiedziałam. — Ale to już jest mój strach. Nie cudzy.
Remont trwał prawie rok.
Były dni, kiedy przeklinałam krzywe ściany, fachowców, którzy obiecywali przyjść w poniedziałek i znikali do czwartku, starą instalację i dach, który zaczął przeciekać akurat wtedy, gdy myślałam, że najgorsze za nami.
Były noce, kiedy siedziałam na podłodze między pudłami z nićmi i myślałam: „A jeśli nie dam rady?”
Wtedy wyjmowałam list Stanisława.
Czytałam jedno zdanie:
„Twoje uczynki, Halinko, były żywe”.
I wstawałam.
Paweł pomagał w weekendy. Nosił deski, malował okna, kłócił się z elektrykiem, robił kawę na małej kuchence. My też jakby uczyliśmy się od nowa być małżeństwem — nie przy łóżku chorego, nie w cieniu cudzego bólu, nie pod naciskiem rodziny.
Tylko obok siebie
Nie idealnie.
Ale uczciwie.
Wiosną otworzyłam pracownię.
Nazwałam ją „U Córki”.
Nie dlatego, że chciałam wszystkim pokazywać list. Nie. O nim wiedziało niewiele osób.
Nazwałam ją tak przez jedno słowo, które podniosło mnie z podłogi w dniu, kiedy myślałam, że moje 7 lat nikt nie policzył.
Córka.
Pierwszego dnia otworzyłam drzwi wcześniej, niż trzeba było. Na półce postawiłam stare Pismo Święte Stanisława. Między kartkami wciąż leżał obrazek święty i zasuszony bukszpan.